Sanktuarium

Duszpasterzem wspólnoty jest o. Stefan Tuszyński OFMConv. Zapraszamy na spotkania w pierwsze wtorki miesiąca - Msza św. o godz. 17.00 (od listopada do marca) albo o godz. 18.00 (od kwietnia do października), a po niej spotkanie oraz w trzecie wtorki miesiąca - Adoracja Najświętszego Sakramentu w kaplicy Franciszkańskiego Domu Formacyjno-Edukacyjnego godz. 18.00 (w okresie jesienno-zimowym) lub 19.00 (w okresie wiosenno-letnim).
Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej >>
Diecezja Bielsko-Żywiecka >>

Stowarzyszenie OPP

program do pit - darmowy

Spotkanie 2 lutego rozpoczęliśmy jak zwykle Mszą Św. w intencji przebaczenia i  pojednania małżonków sakramentalnych przeżywających kryzys w Sanktuarium MBR. Następnie przeszliśmy do kawiarenki Domu Rekolekcyjnego gdzie nastąpiła dalsza część. Temat spotkania –
Ku pełnej akceptacji życia.

Przyjęcie miłości Boga początkiem zgody na życie

Zgoda na życie jest procesem, który trzeba nieustannie podejmować. Mimo, że na życie nie można się zgodzić „od razu”, to konieczna jest jakaś pierwotna, fundamentalna decyzja na „wzięcie życia w swoje ręce”. Ta decyzja w swej najgłębszej istocie staje się tożsama z decyzją na przyjęcie miłości Boga. Niezgoda na siebie, a w konsekwencji na swoje życie jest wynikiem tego, że nie doświadczyliśmy miłości, która potwierdziłaby naszą wewnętrzną wartość. Jedynie doświadczenie prawdziwej miłości może nas przekonać o wartości życia, obdarzyć nas siłą potrzebną do tego, aby przyjąć całe nasze życie.

Przywracanie naszej wewnętrznej wartości odbywa się poprzez dwa etapy:  

  1. Musimy znaleźć kogoś kto pokocha nas mimo wszystkich naszych ograniczeń, słabości, zranień i okaże nam „trochę” miłości – takiej, na jaką go stać. To „trochę” często wystarcza, aby nas przekonać, że warto żyć.
  2. Musimy to „trochę” miłości przyjąć z zaufaniem, nie próbując odpłacać się i wywdzięczać. Przyjęcie swojego życia jest niemożliwe bez doświadczenia miłości ze strony kogoś prawdziwie nas kochającego.

Nosimy w sercu nienasycone pragnienie akceptacji i miłości. Jest ono bardzo często nieuświadomione, przytłumione, a więc dające o sobie znać innymi pragnieniami. Instynktownie tęsknimy za jakimś niewyczerpanym źródłem miłości, z którego moglibyśmy pić bez końca. Przeczuwamy, że źródłem takiej miłości nie może być człowiek. W głębi serca czujemy, że musi gdzieś istnieć Ktoś, kto przyjmie nas bez zastrzeżeń i zaspokoi nasze ogromne pragnienie bycia kochanym. Tym Kimś za kim tęsknimy jest BÓG. Tylko On kocha nas prawdziwie i do końca. Jeśli „trochę” ludzkiej miłości często wystarcza aby przekonać nas, że warto żyć, to tylko dlatego, że owa „odrobina miłości” naprowadza nas zawsze na nieskończoną miłość samego dawcy życia – Boga.

Obraz Boga w Biblii

  • Bóg – jest Bogiem Miłości najczulszej i najgłębszej (Oz 11,4)
  • Miłość Boga „zawiera” w sobie wszystkie rodzaje miłości ziemskiej. Jest ojcowska i macierzyńska, oblubieńcza – narzeczeńska i małżeńska, przyjacielska. Przekracza ona równocześnie wszelkie ludzkie rozumienie miłości, jest większa niż miłość jakiejkolwiek istoty na ziemi:

„Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,

            ta, która kocha syna swego łona?

            A nawet, gdyby ona zapomniała

            Ja nie zapomnę o Tobie” (Iz 49, 15)

  • Jest to miłość „ogromna” (Iz 54,7), „zazdrosna” (Pnp 8,6), „odwieczna” (Jr 31,3)
  • Miłość Boga przyjmuje nas bez zastrzeżeń i nie stawia nam żadnych warunków. Nasza niedoskonałość czy niegodność nie ma na nią żadnego wpływu ponieważ jest ona bezinteresownym darem Boga. Nic nie jest w stanie nią zachwiać:

„Bo góry mogą ustąpić

            i pagórki się zachwiać

            ale miłość moja nie odstąpi od ciebie” (Iz 54,10)

  • Stary Testament przedstawia Boga jako Sprawiedliwego, Mocnego, Prawodawcę i Sędziego. I choć niewątpliwie Bóg jest mocny i sprawiedliwy to jest przede wszystkim MIŁOŚCIĄ i właśnie swoją miłość ujawnia w całych dziejach Narodu Wybranego opisanych w Starym Testamencie.
  • Obraz Boga Ojca, „Tatusia” objawia Jezus: przez swoje nauczanie, a także przez całe swoje życie, które było „objawieniem miłości Ojca” – przez uzdrowienia, współczucie okazywane wszystkim bez wyjątku, a głównie chorym, cierpiącym, prostytutkom, celnikom i wszystkim żyjącym na marginesie ówczesnej społeczności.
  • Szczytem tego objawienia miłości stała się Jego śmierć poniesiona dobrowolnie za każdego z nas, Jego zmartwychwstanie i ustanowienie Kościoła.

Tylko Bóg kocha każdego z nas pełną i bezwarunkową miłością, dlatego tylko przez otwarcie się i przyjęcie Jego miłości możliwa jest nasza pełna zgoda na siebie i na swoje życie. Życiowe doświadczenie pokazuje, że uwierzyć w tę miłość nie abstrakcyjnie lecz konkretnie zaufać jej i w oparciu o nią budować swoje życie jest bardzo trudno. Zamknięcie na miłość Boga płynie z tego, że często wierzymy nie tyle w Boga Biblii i Kościoła, co w Boga, którego sami sobie „stworzyliśmy” (mamy swój obraz Boga). I tak: Bóg – może być kimś obojętnym, którego w ogóle nie interesuje nasz los. Jeśli dopuszczamy zainteresowanie Boga naszym życiem to często wyobrażamy je sobie jako zainteresowanie „Policjanta” czyhającego na nasze wykroczenia lub surowego „Sędziego” egzekwującego z drobiazgową dokładnością przestrzeganie prawa i karzącego za każde przewinienie. Oczywiście nie zawsze uświadamiamy sobie takie postrzeganie Boga – ale całym swoim pełnym lęku lub lekceważenia postępowaniem dajemy wyraz takiemu głęboko w nas zakorzenionemu obrazowi Boga. Trudno nam uwierzyć, że jesteśmy OSOBIŚCIE kochani przez Boga, tacy jacy jesteśmy, że Jego miłość dotyczy właśnie MNIE, że On przejmuje się moim losem i to nie tylko życiem wiecznym, ale moimi codziennymi sprawami.

Różne są przyczyny kreacji takiego „fałszywego obrazu Boga” min:

  1. Nosimy w sobie „pierwotną nieufność” względem Boga będącą po części dziedzictwem grzechu pierworodnego, a pogłębiona przez nasze osobiste grzechy.
  2. Współczesna kultura, z jej ubóstwieniem pustki i rozpaczliwym szukaniem sensu świata i ludzkiego życia ukazująca bardzo często Boga jako bezsilnego „Starca”, który patrzy jak stworzony przez Niego świat pogrąża się w chaosie.
  1. Doświadczenie ograniczoności ludzkiej miłości, którą byliśmy kochani i które przenosimy na Boga czyniąc Go niejako „odpowiedzialnym” za wszystkie nasze nieszczęścia, urazy i skrzywdzenia.
  2. W sposób szczególny przenosimy na Boga wizerunek naszych rodziców. Bywa, że biblijne określenie Boga jako „Ojca” zderza się w naszym życiu z doświadczeniem braku miłości ze strony naszego ziemskiego ojca.

Wyniesione z dzieciństwa doświadczenie miłości warunkowej buduje w nas przekonanie, że na miłość Boga trzeba sobie „zasłużyć”. Zasługujemy w rozmaity sposób: spełnianiem dobrych uczynków, przestrzeganiem przykazań, pobożnym życiem itp. A prawda jest taka, że na miłość się nie zasługuje – miłość jest darem (przestrzeganie przykazań, spełnianie uczynków powinno być odpowiedzią na miłość Boga, a nie sposobem „zasługiwania” na nią. Niestety „owocem” postawy „zasługiwania” na miłość staje się przekonanie o własnej samowystarczalności czyli pycha, która rodzi się ze zranienia w miłości, z odtrącenia przez tych od których tej miłości oczekiwaliśmy. Stanowi odwrotność prostoty serca i postawy dziecka, którą Jezus uczynił warunkiem wstępu do Królestwa Niebieskiego. Przyjęcie miłości Boga jest pewnego rodzaju „spotkaniem” z Nim. Nie jest to cierpiętnicze oddanie się Bogu, ani intelektualne zrozumienie faktu, że jestem kochanym. Nie jest to także interesowne „zabezpieczanie się” Panem Bogiem („odmawiam przez tyle dni, takie a takie modlitwy, a otrzymam to co zechcę). Istotą spotkania z Bogiem – tak jak każdego innego spotkania jest nawiązanie osobowej relacji. Fenomen chrześcijaństwa polega na tym, że to Bóg pierwszy wychodzi nam naprzeciw. W Jezusie Chrystusie Bóg „pojednał świat”. Dzięki Jezusowi zostaliśmy obdarowani wielką miłością Boga, ale naszym zadaniem jest osobiste przyjęcie tego daru, nasze „tak”.

Droga do przyjęcia Bożej miłości wiedzie przez „przyjęcie” Jezusa, „zaproszenie” Go do swojego życia. Dzieje się to na skutek naszej wolnej decyzji. „Zaproszony” do naszego życia Jezus stopniowo – jeżeli Mu na to pozwolimy – dokonuje w nas wewnętrznego uzdrowienia. Na skutek tego uzdrowienia obraz Boga – Ojca zostaje w nas „wyprostowany” i Bóg objawia się nam jako Bóg miłości. Odkrywając miłość Boga, odkrywamy dziwną „odwrotnie proporcjonalną” zależność między głębią naszych zranień, a doświadczeniem Jego miłości. Im boleśniej byliśmy skrzywdzeni, tym większym darem ufności możemy być obdarzeni, bo tam, gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5,20) „Przyjęcie Jezusa” nie może być jednorazowym aktem ale postawą życiową. Musi być wciąż ponawiane. Tej postawy nie możemy sobie „wypracować”, a raczej ją wyprosić. Jeśli chcemy się „spotkać” z Bogiem i doświadczyć Jego miłości, musimy Go o to prosić – szczerze i otwarcie mówiąc o przeszkodach, które nie pozwalają nam zaufać.  Otwarcie się na miłość Boga, nawiązanie z Nim osobowego kontaktu wprowadza nas na drogę wiodącą ku pełniejszej akceptacji życia.

(za: Lucyna Słup, Józef Augustyn SJ “Jak zgadzać się na własne życie”)

Po zakończonym wykładzie wszyscy obecni na spotkaniu  otrzymali na kartkach ćwiczenia na czas modlitwy.

Po części wykładowej po przypomnieniu zasada nastąpiła część druga – osobiste dzielenie do poruszanego tematu.

Spotkanie zakończyliśmy wspólną modlitwą, odśpiewaniem Apelu Jasnogórskiego oraz błogosławieństwem Ojca Sylwestra – naszego opiekuna.

Kolejne spotkanie 16 lutego! 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Kronika