Sanktuarium

Duszpasterzem wspólnoty jest o. Stefan Tuszyński OFMConv. Zapraszamy na spotkania w pierwsze wtorki miesiąca - Msza św. o godz. 17.00 (od listopada do marca) albo o godz. 18.00 (od kwietnia do października), a po niej spotkanie oraz w trzecie wtorki miesiąca - Adoracja Najświętszego Sakramentu w kaplicy Franciszkańskiego Domu Formacyjno-Edukacyjnego godz. 18.00 (w okresie jesienno-zimowym) lub 19.00 (w okresie wiosenno-letnim).
Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej >>
Diecezja Bielsko-Żywiecka >>

Stowarzyszenie OPP

program do pit - darmowy

Po Mszy Św. w Sanktuarium Matki Boskiej Rychwałdzkiej Ognisko Sychar spotkało się tradycyjnie w kawiarence FDEF. Rozpoczęliśmy modlitwą i śpiewem, a później już ciężko pracowaliśmy na spotkaniu formacyjnych. W części informacyjnej prowadząca  zaapelowała o 1% podatku na SYCHAR, uczulała na pilnowanie zapisów na wakacje z Sycharem w najbliższych dniach i przypominała o zmianie tajemnic  Żywego Różańca w róży różańcowej za naszych współmałżonków. Następnie  odczytany został list Iwony do Jego Ekscelencji ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego. List ten z załączonymi 9 świadectwami przesłany też był do  wiadomości wszystkich biskupów. Na to pismo odpowiedzieli niektórzy księża biskupi, którzy zapewniali o pamięci modlitewnej, i z serca błogosławili. Dalsza część spotkania  to prezentacja i wykład ,,Trzeci pokój” jako kolejny temat cyklu ,,Jak zgadzać się na swoje życie”.

“Trzeci pokój” 

Jesteśmy jak beczki bez dna tak długo, póki nie zrozumiemy, że mamy dno”. Niełatwo zrozumieć, że mamy dno. Jeszcze trudniej przyznać się do tego. Jeżeli zdecydujemy się na poważne potraktowanie swojego życia i podjęcie go w postawie zaufania Bogu, nasze dno ujawnia się o wiele szybciej niż gdybyśmy tego nie zrobili. Zaczynamy wówczas dostrzegać prawdę o sobie. Wychodzą na jaw nasze grzechy, słabości, ograniczenia i lęki. Odkrywamy w sobie rzeczy, których wcale nie chcemy dotykać. Odkrywamy w sobie wiele zranień będących przyczyną naszych lęków i słabości, do których nie chcemy się przyznać nie tylko przed drugim człowiekiem, a przede wszystkim przed samym sobą. Dopiero próba otwarcia pokazuje jak bardzo jesteśmy zamknięci, ile w nas wewnętrznych oporów i barier. „Zawartość” naszego wnętrza jest bolesna. Buntujemy się przeciwko niej. Zgoda na życie domaga się dostrzeżenia tego, przeciwko czemu się buntujemy, odpowiedzi na pytanie: „Przeciwko czemu naprawdę się buntuję? Co mnie boli? Gdzie jestem zraniony? Jak głęboko jestem zraniony?”. Aby dotrzeć do tego, co mnie najbardziej boli, gdzie jestem najbardziej zraniony trzeba odkryć to, co umownie możemy nazwać „trzecim pomieszczeniem”, „trzecim pokojem”.

W pewnym uproszczeniu można powiedzie, że nasze wnętrze składa się jakby z trzech pomieszczeń:

  1. a) pierwsze – to cała nasza sfera fizyczna, której doświadczamy dzięki zmysłom,
  2. b) drugie – to nasza świadomość, ale nie tylko rozumowa, ale także cała sfera doznań emocjonalnych i duchowych,
  3. c) trzecie – jest tym co w nas nieświadome, gdzie dokonuje się wiele procesów, do których nie mamy bezpośredniego dostępu przy pomocy świadomości i woli. Jest to więc nasza nieświadomość rozumiana bardzo szeroko, gdzie kształtują się i skąd wypływają nasze największe duchowe pragnienia, a równocześnie największe duchowe zagrożenia.

Nierzadko „trzeci pokój” staje się naszym życiowym śmietnikiem, do którego „wrzucamy” to wszystko, co przeżywamy jako przykre, wstydliwe, złe, brzydkie, wszystko to, co nas demaskuje, co przynosi nam rozczarowanie (jeśli kogoś skrzywdziliśmy, jeśli ktoś nas odtrącił, zostaliśmy ośmieszeni itp. – podświadomie nie chcemy o tym pamiętać, chcemy to „wymazać” z pamięci często przyjmując postawę „to w ogóle nie miało miejsca”. Najbardziej boimy się prawdy o naszej słabości. Mamy wewnętrzne przekonanie, że jak drugi człowiek pozna mnie takim jakim jestem naprawdę – odrzuci mnie. Tłumimy więc wszystko co rani, co sprawia ból, żeby innym, a przede wszystkim sobie wydać się lepszym, piękniejszym. Zatrzaskujemy drzwi do „trzeciego pokoju”. W razie wizyt gości przyjmujemy w dwóch pierwszych – posprzątanych. Drzwi do „trzeciego pokoju” zamykamy na klucz, a na drzwiach wieszamy piękny plakat z napisem: „Miłość”, „Oddanie”, „Wierność obowiązkom”, czasem wręcz z wizerunkiem Pana Jezusa – i z hasłem „Po co grzebać w przeszłości-zaufałem przecież Panu Bogu”. Drugiemu człowiekowi i sobie pokazujemy wciąż te piękniejsze, jaśniejsze strony naszego wnętrza. Podobnie zachowujemy się w stosunku do Boga, choć być może na modlitwie czujemy, że On bardzo pragnąłby wejść do tego „trzeciego pokoju”… Z uporem bronimy Mu tam wstępu.

Istnienie „trzeciego pokoju”, a dokładnie nasz opór przed otwarciem drzwi i przyznaniem się do tego życiowego śmietnika – ujawnia się na zewnątrz, w różnych formach nienawiści do siebie, do drugiego człowieka, do Boga. Smutek, agresja, depresja, nerwice, rozpacz… to bardzo częste przejawy stłumionych, „pogrzebanych żywcem” przykrych i trudnych emocji.

Aby naprawdę zgodzić się na własne życie musimy uznać, że ten „trzeci pokój” istnieje, pokonać opór i otworzyć do niego drzwi. Musimy odrzucić złudzenia dotyczące siebie – swojej wyjątkowości, nadzwyczajności itp. Trzeba sobie powiedzieć „Skończ z udawaniem, nie jesteś wyjątkowy. Jesteś chory, poraniony, zależny, ubogi itd.” Zgoda na życie rozpoczyna się kiedy mówimy „Jestem ubogi, poraniony, jestem wariatem”. To jest prawda o mnie i tej prawdzie nie mogę zaprzeczyć.  Gdy zaczynamy dostrzegać swój wewnętrzny śmietnik chcemy zanegować jego istnienie lub go usunąć („jak się tego pozbyć, co zrobić żeby tego nie było”). W psychice niczego nie da się zniszczyć, wszystko natomiast można uzdrowić i uporządkować. Nie można być „nowym człowiekiem” nie licząc się z własną historią życia i głębią własnych zranień. Zgoda na życie domaga się przyjęcia głębi własnych zranień i zgody na te zranienia. Pokonanie oporu, otwarcie drzwi do „trzeciego pokoju” – jest bardzo bolesne. Często jeśli już się na to zdecydujemy to pierwszym odruchem jest przerażenie, a nawet wstręt. Nagromadzone latami śmieci cuchną.. Bola nas wspomnienia, skrzywdzenia, rany, które zadaliśmy innym, boli nas rzeczywistość własnej nędzy. Jednak otwarcie tego pokoju/dostrzeżenie prawdy o sobie jest konieczne-bo ona stanowi fundament naszej zgody na życie. Sami nie jesteśmy w stanie przyjąć prawdy o sobie. Musi nam ktoś towarzyszyć, ktoś kto delikatnie podprowadza pod nasze zamknięcia, pomaga otworzyć drzwi, a wtedy gdy jesteśmy przerażeni widokiem własnego wnętrza – mówi słowem, a przede wszystkim swoją obecnością, że jesteśmy kochani i przyjmowani, paradoksalnie właśnie dlatego, że jesteśmy tak bardzo poranieni. Ten ktoś dodaje nam odwagi, otuchy, wiary w to, że uzdrowienie naszych uczuć jest możliwe. Tym kimś jest JEZUS prawdziwie i „do końca” nas kochający (często towarzyszy nam poprzez przyjaciela, współmałżonka, spowiednika, kierownika duchowego). To światło Jego miłości prowadzi nas do odkrycia „trzeciego pokoju”. To dzięki Jego mocy możemy tam wejść. To On gdy odkrywamy nasze największe słabości zapewnia nas, że właśnie z powodu tych słabości jesteśmy szczególnie kochani. Nasz „trzeci pokój” przyciąga Go w sposób paradoksalny: „im kto jest słabszy i nędzniejszy, tym lepiej poddaje się działaniu tej Miłości wyniszczającej i przeobrażającej” – pisz Św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Dopiero gdy odsłaniamy się do końca i dotykamy naszych najbardziej bolących miejsc, możliwe jest uzdrowienie.

Odsłonięcie i uzdrowienie najbardziej bolących obszarów naszego „ja” jest możliwe tylko wtedy, gdy przyjmiemy prawdę o miłości Jezusa, która w sposób szczególny skierowana jest ku wszystkim „źle się mającym”. (za: Lucyna Słup, Józef August SJ, „Jak zgadzać się na własne życie”).

Następnie otrzymaliśmy ćwiczenia na czas modlitwy i po krótkiej pracy indywidualnej nastąpiło ,,dzielenie się” poprzedzone odczytaniem zasad obowiązujących na spotkaniu.  Wystąpienia oparte były na własnych przeżyciach i doświadczeniach, były rzeczowe, ale także emocjonalne, bo dotyczyły naszych słabości i często bolesnych doświadczeń.
Na zakończenie pomodliliśmy się i odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, a potem był jeszcze czas na indywidualne rozmowy, skorzystanie ze zbiorów biblioteczki, kontakt z psychologiem, ustalenie szczegółów wyjazdu na ogólnopolskie rekolekcje czy spotkanie robocze. Cały czas przyświecał nam wspólnotowy charyzmat: KAŻDE SAKRAMENTALNE MAŁŻEŃSTWO JEST DO URATOWANIA.

Kolejne spotkanie 15 marca!

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Kronika